kiedy firanka staje się chustką do łez wycierania
i bandażem od ran krwawych opatrunku
spogląda w okno z tęsknotą jak maniak
i w szybie tej szklanej szuka ratunku
jak w przeszłość patrzy, cieszy się wspomnieniem
i przyszłości szuka z marzeniem spełnionym
bo tylko wspomnienia są dla niej wytchnieniem
od teraźniejszości, dnia płaczem splamionym
i już dość ma ciągłej swej rozpaczy
bo płakać nie mają czym jej oczy zielone
radości z płakania przecież nikt nie zobaczy
a płaczem z radości nic nie jest uczczone
bo nikła to radość gdy zawiedziona
patrzy wciąż w okno i odejść nie może
bo wciąż czyta w gwiazdach smutku imiona
nie wyjdzie na dwór, bo zimno na dworze...