Oj źle być rozdartym na dwa równe kawałki, oj bardzo niedobrze...
nie da się przecież szczęściem obdzielić każdego wiec zmusza mnie to nędzne życie do wyborów trudnych wielce. I trzeba pomyśleć logicznie (co rzeczą u mnie niezwykle jest trudną) i dyplomatycznie wybrnąć z zakłopotania. jakie to się kurwa proste zdaje...
Kiedy na niebie nie widać ani jednej chmury wszystko się zlewa i brakuje kształtu, zarysu jakiegoś. Jak nie ma gwiazd a księżyc w nowiu, jest przecież ciemno tak ze nie widać drogi. Nie widać drogi...optymista pomyślałby o latarce ale to mało romantyczne, poza tym nie należę to tego typu ludzi, więc potrzebuję kogoś kto złapie mnie za rękę i poprowadzi (może być ktoś z noktowizorem). Dlaczego jestem tak głupia by nie wiedzieć jaką obrać drogę? Kogo mam obwiniać za te trudności? nie ma Boga więc zostaje człowiek i to siebie muszę katować winą za rzeczy ode mnie nie zależne, bo za bardzo kocham ludzi by obarczać ich troskami moimi. Nie będzie lamentu bo za dobry miałam dzień poza tym stężenie kofeiny w moim krwiobiegu jest zbyt duże na lamenty i wspomaga prace moich zwojów mózgowych co przyczynia się do rozwiązywania moich problemów. Swoją drogą to ciekawe że nic i nikt inny jak właśnie kawa potrafi mi pomóc w odwiecznych dylematach. Oczy mi się chcą już zamknąć bo wyczerpałam swoją energię na myślenie (a jednak myślę!)ale cieszy mnie fakt że stoję już za połową sukcesu co oznacza że jeszcze tylko druga połowa męki, myślenia, zakłopotania, tłumaczenia się, przepraszania, pierdolenia przede mną ...
Co cię nie zabije to wzmocni (albo okaleczy).
I tym pesymistycznym akcentem zakończę na dziś nędzną działalność mojego organu zwanego mózgiem.