Na jabłoniach
smętne pąki
wyglądają rozespane
szarość wiosny
zimnym wiatrem
ze snu budzi czarne drzewa
kwiaty z ziemi
z trudem wstają
jakby niedomalowane
w smutnym błocie
słońce ryje
niedokładny obraz nieba.
Ptak zmarznięty
cichym gwizdem
śpiewa powitalnie światu
motyl
wzbija się do góry
jakby opaść miał zmęczony
źdźbło najmniejsze
suchej trawy
szlocha cicho:
proszę, ratuj
a ty depczesz
pośród trupów
martwym szczęściem upojony.
Umierają
miodne pszczoły
pod tym betonowym butem
pod stalowym kocem ulic
tłoczą się
na wpół już żywi
nic nie winne
rude lisy
dziurawione własnym śrutem
samych siebie to ofiary
i samych siebie myśliwi.
Smog spowije mgłą
nieuświadomione głowy
we mgle
nagle zniknie
krzyk degrengolady
wiatr rozwieje
czarne, złoniosące chmury
odda cześć wartościom
sokratejskiej triady.
środa, 30 marca 2011
czwartek, 24 marca 2011
Listy
IV
Nie jest dobrze. Nie bywało w naszym życiu takiej obojętności.
Coś, nie jestem pewna do końca co, zmieniło się. A może zmienia się nieustannie.
Mimo wszystko, choć wydaje się to naiwne, moje serce oddaję ciągle Tobie, lecz nie wiele serca mam jeszcze do rozdawania. Pisałam wiele razy że moje umieranie zaczęło się dawno temu i trwa nieustannie. Przejawia się w prostactwie mojego zachowania, w najłatwiejszych wyborach i niechęci do świata, do życia. Moje umieranie nie jest dosłowne i nagłe, można je przeoczyć. Dramatem moim jest możliwość wyboru między życiem a śmiercią, która wydaje się być tak blisko i im bliżej jest, tym bardziej nie chcę umierać. To nie jest śmierć fizyczna, bo ta jest łatwa. To zanik mojego człowieczeństwa, mojej duszy, moich uczuć i wrażliwości. Zanikam. Wypalam się. Potrzebuję coraz silniejszych bodźców pobudzających moje poczucie siebie, poczucie bycia istotą niezależną i obdarzoną kręgosłupem moralnym, duszą.
Źle znoszę samotność i o tym też Ci pisałam, jestem samotna wśród tłumu, wśród mętnej masy zaburzonych wartości, wśród ludzi nieuświadomionych, upojonych pozornym poczuciem tak naprawdę fałszywego szczęścia. I ja zazdroszczę im ich nieświadomości, ich zdolności do przetrwania, łatwości egzystencji.
Przeklęte myślenie nie pozwala mi wierzyć, uwierzyć w cokolwiek.
Nie chce nikogo ranić, nie chcę zranić i Ciebie, jestem wykończona...
Nie jest dobrze. Nie bywało w naszym życiu takiej obojętności.
Coś, nie jestem pewna do końca co, zmieniło się. A może zmienia się nieustannie.
Mimo wszystko, choć wydaje się to naiwne, moje serce oddaję ciągle Tobie, lecz nie wiele serca mam jeszcze do rozdawania. Pisałam wiele razy że moje umieranie zaczęło się dawno temu i trwa nieustannie. Przejawia się w prostactwie mojego zachowania, w najłatwiejszych wyborach i niechęci do świata, do życia. Moje umieranie nie jest dosłowne i nagłe, można je przeoczyć. Dramatem moim jest możliwość wyboru między życiem a śmiercią, która wydaje się być tak blisko i im bliżej jest, tym bardziej nie chcę umierać. To nie jest śmierć fizyczna, bo ta jest łatwa. To zanik mojego człowieczeństwa, mojej duszy, moich uczuć i wrażliwości. Zanikam. Wypalam się. Potrzebuję coraz silniejszych bodźców pobudzających moje poczucie siebie, poczucie bycia istotą niezależną i obdarzoną kręgosłupem moralnym, duszą.
Źle znoszę samotność i o tym też Ci pisałam, jestem samotna wśród tłumu, wśród mętnej masy zaburzonych wartości, wśród ludzi nieuświadomionych, upojonych pozornym poczuciem tak naprawdę fałszywego szczęścia. I ja zazdroszczę im ich nieświadomości, ich zdolności do przetrwania, łatwości egzystencji.
Przeklęte myślenie nie pozwala mi wierzyć, uwierzyć w cokolwiek.
Nie chce nikogo ranić, nie chcę zranić i Ciebie, jestem wykończona...
poniedziałek, 14 marca 2011
Niecierpienie
jestem
jakby mnie nie było
jakby życie było snem
żyję jakbym nie żyła
nie myślę o niczym
jakbym nie umiała
myśleć
i to nawet nie jest smutek
to nie jest nic poza zmęczeniem
co się stało?
coś się stało
co się stało?
coś
się stało...
jakby mnie nie było
jakby życie było snem
żyję jakbym nie żyła
nie myślę o niczym
jakbym nie umiała
myśleć
i to nawet nie jest smutek
to nie jest nic poza zmęczeniem
co się stało?
coś się stało
co się stało?
coś
się stało...
wtorek, 8 marca 2011
Listy
III
W nocy spałam. Spałam snem głębokim i niespokojnym. Widziałam we śnie Ciebie, jak stoisz na przeciw i odchodzisz równocześnie. Strach i ból opętał moje obezwładnione ciało, nie mogłam się obudzić. Wstałam wciąż śniąc. Wciąż czuję ból i boję się. Wciąż jestem samotna choć wiem że jesteś ze mną. Wciąż śnię.
Zaczynam bać się nocy.
Zaczynam bać się snu, ale nadal boję się mych myśli kiedy nie śpię...
Miły, skończyłam czytać książkę którą mi dałeś. Teraz już nie mogę uciec od hałasu mojej głowy...
Tęsknota do Ciebie rośnie wraz z moim cierpieniem.
Cierpię.
Jestem chora na życie, i choroba ta jest nieuleczalna.
Boję się o siebie i boję się siebie samej...
To ziarno zła kiełkuje we mnie chorobą...
Powiedz mi Miły, czy istnieje dobro? Proszę, powiedz mi Miły, że istnieje Bóg.
Boję się...
W nocy spałam. Spałam snem głębokim i niespokojnym. Widziałam we śnie Ciebie, jak stoisz na przeciw i odchodzisz równocześnie. Strach i ból opętał moje obezwładnione ciało, nie mogłam się obudzić. Wstałam wciąż śniąc. Wciąż czuję ból i boję się. Wciąż jestem samotna choć wiem że jesteś ze mną. Wciąż śnię.
Zaczynam bać się nocy.
Zaczynam bać się snu, ale nadal boję się mych myśli kiedy nie śpię...
Miły, skończyłam czytać książkę którą mi dałeś. Teraz już nie mogę uciec od hałasu mojej głowy...
Tęsknota do Ciebie rośnie wraz z moim cierpieniem.
Cierpię.
Jestem chora na życie, i choroba ta jest nieuleczalna.
Boję się o siebie i boję się siebie samej...
To ziarno zła kiełkuje we mnie chorobą...
Powiedz mi Miły, czy istnieje dobro? Proszę, powiedz mi Miły, że istnieje Bóg.
Boję się...
Listy
II
02.03.2011
Czekam. Beznadziejnie czekam i bez skutku. Czekam na znak od Ciebie,
że jesteś ze mną, mimo że Cię nie ma. Powoli i bardzo opornie przyzwyczajam się do samotności. Wciąż nie mogę znaleźć sobie miejsca, wciąż czuję się jakbym była niepełna. Jednak jest lepiej. Staram się myśleć że Ty myślisz o mnie i ufam Ci trochę bardziej niż dotychczas. Miły, wyobrażam sobie nas za kilka lat, wyobrażam sobie nas za lat kilkanaście... Wciąż jednak czekam. Czekam gdy jesteś przy mnie, byś był przy mnie bardziej i mocniej i dłużej. Czekam wciąż na Ciebie Miły byś pełnią siebie był ze mną, wierzył mi i we mnie. Czekanie moje ma wymiar głębokiej nostalgii, jest częścią mnie, i raną na mojej duszy. Nie jestem pewna czy zadra ta zagoić się jest zdolna ale czekam na Ciebie. Miły, Ty jesteś lekarstwo na rany mojej duszy...
02.03.2011
Czekam. Beznadziejnie czekam i bez skutku. Czekam na znak od Ciebie,
że jesteś ze mną, mimo że Cię nie ma. Powoli i bardzo opornie przyzwyczajam się do samotności. Wciąż nie mogę znaleźć sobie miejsca, wciąż czuję się jakbym była niepełna. Jednak jest lepiej. Staram się myśleć że Ty myślisz o mnie i ufam Ci trochę bardziej niż dotychczas. Miły, wyobrażam sobie nas za kilka lat, wyobrażam sobie nas za lat kilkanaście... Wciąż jednak czekam. Czekam gdy jesteś przy mnie, byś był przy mnie bardziej i mocniej i dłużej. Czekam wciąż na Ciebie Miły byś pełnią siebie był ze mną, wierzył mi i we mnie. Czekanie moje ma wymiar głębokiej nostalgii, jest częścią mnie, i raną na mojej duszy. Nie jestem pewna czy zadra ta zagoić się jest zdolna ale czekam na Ciebie. Miły, Ty jesteś lekarstwo na rany mojej duszy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)