środa, 10 listopada 2010

Dom

Śpij

Ja śpię

Śnij

Czy umiałabym śnić jak teraz śnię
bez Ciebie?

Spokojnie
gdy jesteś

Podaj dłoń

Tylko z Twoją dłonią w dłoni
mojej umiem zasnąć

Śnić

Spokojnie
gdy jesteś

Usiądź
tu na łóżku

obok

przy mnie kiedy siedzisz
bezpiecznie jest i ciepło

Jesteś

Patrz na mnie
czule

Oczy Twoje dla mnie są spokojnym domem

Czy umiałabym żyć jak teraz żyję
bez Twojej miłości?

Tak spokojnie
kiedy jesteś

wtorek, 2 listopada 2010

By było Ci cieplej

Czy pamiętasz tamte dni co dla nas lśniły
góry gdy wznosiły się kochaniem
i kolory barwne bardziej choć te same...
czy pamiętasz tamto nasze lato miły?

Teraz jesień
przyszła słota i wiatr wieje rozdrażniony
serce szarpie mi ów wiatr na wszystkie strony
sercu słońca brak jest i uniesień...

Zimno

Zimne ręce masz i spierzchnięte usta
tylko podaj dłoń - mą dłonią ją rozgrzeję
w ciepły sweter mej miłości Cię odzieję
pocałuję wymarznięte usta

Jesień

Ususzone są na brąz na dworze kwiaty
do mnie przyjdź i weź mnie w swe ramiona
tu dla Ciebie ciepła miłość zaparzona
w filiżance słodzonej herbaty

Mój kochany!

Kiedy zima świat ozdobi już na biało
grubym kocem uwielbienia Cię okryję
szalik utkam i założę Ci na szyję
Żeby serce Ci nie zmarzło, by kochało.

piątek, 8 października 2010

Umieram

Wybacz muszę odejść
nie mogę już wytrzymać
choć na dwie połowy popęka mi serce
będzie lepiej
wybacz
wiem to wielka zbrodnia
nie do wybaczenia
zrozum nie mam sił
nie mam już powodów
tylko chaos w głowie
nie mogę dłużej zwlekać
wybacz muszę odejść
choć mogłabym zostać
mogłabym
nie mogłabym
nie mogłabym już znosić
cierpienia
tak miły ja cierpię
i nic mi się nie wydaje
umysł mam zatruty
nie do wyleczenia już
nie do wyleczenia
tylko nie myśl miły
że przestałam kochać
ja nie
ja nie przestałam
ale miły ty
czym jest twoja miłość
która kleić miała
a rozdziera mi serce
tęsknię
i ta tęsknota jest już chorobliwa
zawsze brakowało mi czyjejś miłości
ja mogłabym za nią być kimkolwiek innym
i cokolwiek zrobić
żeby kochać i żeby kochał ktoś
prawdziwie
i chciałabym się śmiać
i śmialibyśmy się razem
śmialibyśmy się do łez
lecz muszę już odejść
bo już nie potrafię
coś we mnie wstąpiło
coś bardzo smutnego
zło jakieś, choroba
nie umiem
nie czuję
tu chodzi miły o duszę
ona obumiera
jak mam żyć beż duszy
jak żyć bez duszy
bez duszy żyć
jak liść
jak woda mam żyć
być
mam istnieć
egzystować mam
bez duszy
bez duszy
ucichła muzyka taka piękna
bez duszy
nawet cisza jest nicością
bez duszy miły
ja umieram

niedziela, 26 września 2010

Tarararara

jesień za jesienią
tańczy z liśćmi wiatr
kolejny raz
mam radość w sercu
znów cię dziś spotkam
tak samo cieszę się
mój miły jak rok temu
zrozumiałam wiele w rok
zrozumiałam w końcu
że nie umiem żyć dla siebie.
zima za zimą
wieje śniegiem wiatr
kolejny raz niezmiennie
mam radość w sercu
znów cię zobaczę miły
i już się oczy śmieją
i już wiem na pewno
że nie umiem żyć dla siebie.
a gdy zawodzę się na tobie
zawód ten
podwójnie straszny jest
podwójnie boli mnie
bo ja już wiem
na pewno to już wiem,
że ja nie umiem żyć dla siebie
miły, ja nie umiem żyć dla siebie.

środa, 22 września 2010

Myśl życiowego lunatyka

Wszystko co robię jest bez znaczenia
jednak muszę to robić,
bo nikt inny nie zrobi tego tak jak ja,
i nie zrobi nikt inny tego co ja,
bo każdy ruch i czynność
inne są,
indywidualne.
Wszystkie chwile są bez znaczenia,
lecz chcę czas wypełnić tymi pięknymi,
bo nikt inny nie przeżyje tego co ja,
i nie przeżyje nikt inny tak jak ja chwili.
Słowa nic nie znaczą,
jednak mówię i słucham,
bo nikt inny nie powie tego co ja powiem
i nikt nie zrozumie jak ja rozumiem.
Indywidualnie
każdy jest swoim światem.
Ja jestem osobno niż ty, każdy jest osobno.
Każdy jest samotnym wszechświatem niepoznanym.
Chwile moje, te zupełnie różne od innych,
i twoje też rożne od każdych,
i od moich różne,
łączą.
I czyny twoje, te zupełnie inaczej przemyślane,
zupełnie różne od moich i od każdych innych,
łączą.
I słowa podobne i niepodobne, zupełnie różnie wydedukowane,
łączą
te wszechświaty odmienne, niepoznane
w galaktyki wszechświatów,
w galaktyki umysłów,
w nieosiągalne i niedostępne dla poznania
mechanizmy egzystencji.
Pięknem jest chęć poznawania nieosiągalnego,
pomimo posiadania świadomości ograniczenia umysłu
i bezmiaru braku znaczenia czegokolwiek.
Pięknem jest chęć tworząca pozór jedności,
starania same w sobie( pozornie tylko po to by coś osiągnąć,
lecz to bez znaczenia ), staranie dla piękna starania się.
Więc pięknem jest chęć...

piątek, 10 września 2010

W parku

Poprzedniej jesieni
zbieraliśmy kasztany
w tym samym parku
w którym kwitły róże
nieopodal ławki
co na niej leżałeś
głowę opierając o moje kolana
milczeliśmy
jednak rozmową syciło milczenie
serce co wyrwać się chciało
z mych piersi
sami wśród wierzbowych gałęzi
zawstydzonych erotyzmem chwili
suche liście i te dopiero
pomalowane złotem, czerwienią
spadały jak gwiazdy
jak złote confetti
sypiące się z nieba
tylko na cześć naszą
wspomnienia
niech żyją, niech w nas rozpalają
zimne dni, słowa, myśli
ciszę w twoim sercu
co wyrwać się chciało
w poprzednią jesień z piersi
w tym parku
w którym kwitły dla na róże
erotyzm chwili wierzbowych gałęzi...

środa, 8 września 2010

Matka

Byłam kobietą pracującą. Gotowałam, prałam, dźwigałam zakupy, wychowywałam niewdzięczne dzieci. Gdy uderzyłeś mnie pierwszy raz, wybaczyłam ci, bo to przeze mnie - wyprowadziłam cię z równowagi.

Dzień następny od poprzedniego, mijał wolno przy starej kuchence. Wróciłeś z pracy do stołu z pełnym talerzem, potem poszedłeś spać. Nakarmiłam głodne dzieci, zmyłam naczynia, pozamiatałam. Jutro znów pójdę po chleb. Pamiętam tą wigilię. Śniegu było niewiele, choinka miała cienkie gałązki, ale wyglądała przyzwoicie, przystrojona różnobarwnymi, tanimi zabawkami.

Jesienią nazbierałam trochę jeżyn z tych kujących krzaków koło lasu. Miało być z nich wino na święta... Krzątałam się po kuchni i przygotowywałam do wyjścia. Siedziałeś przy mnie i przy balonie jeżynowej brei. Opróżniłeś ją do dna...

Mieliśmy iść do Twojej matki. Poszłam sama, z dziećmi. Przed tym zwyzywałeś mnie z byle powodu. Nie wytrzymuję poniżenia, chciałam się bronić... uderzyłeś mnie. W ręce trzymałam szklankę z kompotem który w akcie samoobrony wylałam ci na twarz. Chciałam uciec, i prawie mi się to udało ale złapałeś mnie i rzuciłeś o podłogę.
Krzyczałam. Rzuciłeś się na mnie... Byłeś zbyt pijany żeby myśleć.

Spektakl ten oglądała nasza młodsza córka. Płakała. Musiała się bać. Krzyczała żebyś mnie zostawił. W końcu jej posłuchałeś. Krzyk dziecka był na tyle przenikliwy że dotarł do świadomości, poobijał się od jej ścian i skłonił mięśnie do rozluźnienia i wypuszczenia mnie z silnych, oprawczych ramion. Uciekłam do twojej matki, a może to ona przyszła do mnie słysząc hałas... Dokładnie nie pamiętam, byłam roztrzęsiona.

Święta mijały cicho. Radosne Boże Narodzenie zamieniłeś w pogrzeb. Umarło coś więcej niż szacunek.Umarło coś więcej...
Wybaczyłyśmy ci. I ja i córka, ale ona pamięta. Jej umysł jest zbyt wrażliwy na takie wspomnienia. Trudno się ich pozbyć, trudno przełknąć je i strawić.
Strach stoi w gardle i od środka zżera szanse na normalne życie. Ona założy rodzinę, znajdzie ojca dla swoich dzieci i będzie się bać. Potrzeba bezpieczeństwa i ciepła z normalnej, urosła do chorobliwej.

Jestem kobietą pracującą, bez zmian. Gotuję, piorę dźwigam zakupy, wychowałam dzieci. Teraz same muszą radzić sobie z codziennością.
Bez zmiennie przychodzisz z pracy, jesz mój obiad, kładziesz się spać.

Ja jestem kobietą pracującą...

środa, 25 sierpnia 2010

Bliżej gwiazd

Wróciliśmy
z miejsc pięknych
do tych mniej
lub bardziej
swoich.
Podróż nas zmęczyła
i brakuje.
I brakuje już ciszy.
Powietrze
Cięższe.
Trudniej oddychać jest
z osobna...
Między nami lśnią połacie
suchej trawy
a niebiosa
jak nigdzie indziej.
Jakby nowe.
Bliżej gwiazd...
Jesteśmy.
Potoki dwa szemrzące
splatają się w jedno
i w dół.
W dół radośnie
jako jedno życie
jedno tchnienie wiatru
jako zew natury
potrzeba powrotu
do miejsc pięknych
mniej lub bardziej
osobliwych.
Swoich.
Bliżej gwiazd...
Razem.
Bliżej gwiazd...
Bliżej siebie samych
odkrywając
by powrócić.
By móc sięgać
dalej.
By móc poczuć.
Poczuć wszechświat...

wtorek, 17 sierpnia 2010

Ogarnia mnie niemoc

Szarością
mgła zasłoniła
każdy uśmiech
Zamroziła serc
gorące tchnienia
rozpaczliwie broniące się
przed zimnem
oschłej obojętności
Chorobliwie zrozpaczona.
chorobliwie nieszczęśliwa.
Samotność duszy
zamyka drzwi
nie wpuszcza
najmniejszej cząsteczki
promiennej nadziei
Zamyka w cieniu
w mroku codziennym
jasnym mroku
zamyka
szamocące się jak motyl
szczęście
Nie ma rzeczywistości.
Nie ma rzeczywistości!
Jakaś siła niepoznana
walczy
Wygrywa
Rozdwaja umysł
by walczył sam z sobą
Autoagresja.
Autoagresja umysłu
przekreśla zamiary
zmienia dobre w złe
białe w czarne
Autodestrukcja.
Autodestrukcja duszy.
Ogarnia mnie niemoc
rządzenia zmysłami
Ogarnia mnie niemoc
noszenia ciężaru
każdego słowa
Ogarnia mnie niemoc...
Ogarnia mnie niemoc...

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Jak ja jestem Twoja

Bądź, proszę, bądź...
Jestem zależna
i oddana,
stanowisz część równoważącą
mój wszechświat.

Bądź, proszę,
choć udawałam silną,
że potrafię żyć samodzielnie
kłamałam samej sobie,
bez Ciebie to jak żyć bez duszy...

Dławię się
własnym sumieniem.
I okaleczam winą,
fizyczność mojej rozpaczy
szpeci naszą miłość.

Cierpienie oddaję Tobie
w dowód wiecznej wierności.
Proszę, bądź...
Pod mymi dłońmi
grzej się jak pod kocem...

Ja jestem tylko Twoja
na zawsze...
Nawet jeśli odejdziesz,
o Tobie tylko myśleć będę
kładąc się do snu.

Nie potrafię, nie umiem
wyrazić mojego kochania.
Proszę zrozum.
Proszę Cię, bądź mój
jak ja jestem Twoja...

niedziela, 25 lipca 2010

O czwartej nad ranem

Gdy ze strachem w Twe oczy spoglądam,
nie straszne mi żadne burze,
i wichury cichną.
Nie ma wiatru.
Spokojna nostalgia
grzeje mnie w piersi.

Jestem cała Twoja,
po koniuszki palców...

Budzę się przed świtem
z męczących koszmarów,
myślę o Tobie.
Nie mogę już zasnąć.
Noc wydaje się być martwa
bez czułych objęć,

kiedy jestem cała Twoja,
po koniuszki palców...

Przepełnia mnie nadmiar
dziwnych uczuć i obawa,
że to o czym śnię
ma wymiar rzeczywisty,
że moje oddanie
nierówne jest twojemu.

Ja jestem cała Twoja.

I widzę twarz Twą
gdy zamykam oczy.
Dobrze Cię znów widzieć.
Spokojniej zasypiać
i łatwiej jest tęsknić,
o czwartej nad ranem

gdy jestem cała Twoja,
po koniuszki palców...

sobota, 17 lipca 2010

Chłam i miernota

Nie spadają gwiazdy.
Noc jest chyba za ciemna
by spełniać życzenia naiwnych.
Marzenia giną w mroku
nudnej prozy,
rozdeptane
przez opantoflowanych
ludzi dobrej woli.

Uroki życia
zastąpiono pornografią.
Sama w sobie
jest urokiem
zahipnotyzowanych
widzów wiadomości,
codziennych reklam chłamu.

Chłam i miernota.
Bieda i brud.

Rezygnacja tworzy system
omamionych ciał,
niezdolnych
żeby marzyć i dążyć,
chcieć.
Rezygnacja stwarza powody
do ustępstwa potrzeb.

Chłam i miernota.
Bieda i brud.

A drzewa
na zapałki przerobione by palić
nie szumią.
Plastikowe liście martwe
musiałyby wydawać
dźwięk okrutny uchu.

Więc milczą

chłam i miernota.

Milczą

bieda i brud.

czwartek, 8 lipca 2010

Sny o kochaniu

Miewam miłosne sny
o kochaniu Ciebie i mnie
i budzę się we śnie
i wzdycham: tylko Ty.

Miewam na jawie sny
marzenia o Tobie i mnie
i razem biegamy we śnie
gdzie pachną liliowe bzy.

Śnię w letniej nocy moc
i patrzę w oblicze Twe
jak księżyc tak jasne jest
czaruje swym blaskiem noc.

Aż czas przyszedł by zbudzić się
więc wstaję przywitać się z niebem
i widzę, widzę Ciebie
bo jesteś mym dniem i mym śnieniem.

sobota, 3 lipca 2010

Bez Ciebie zwijam się jak szczenię i skomlę.

Znów cierpię.

Zwijam się jak szczenię
i skomlę po cichu.
Jakby mi wstyd było
cierpieć.

Chciałabym być spokojna.
Nie jestem ideałem.
Mam zbyt wiele wad
żeby śmiać się, nie krzyczeć.
Mam zbyt wiele wad
żeby nie bać się samotności.

Jestem raną otwartą
na ciele świata.
Może ranna jestem sama,
okaleczona,
pozbawiona radości.

Bez Ciebie
zwijam się jak szczenię
i skomlę po cichu.
Jakby mi wstyd było
tęsknić.

Boję się zostawać sama.
Nie radzę sobie wtedy
z prostą codziennością.

Chcę zasnąć.
Zapomnieć.
Nie myśleć, nie czuć
odosobnienia,
nierozumienia żalu
co wypełnia każdą komórkę ciała.
Żałości
nie czuć.

Zasnąć.
Więc zwijam się jak szczenię
i skomlę po cichu.
Jakby mi wstyd było
istnieć.

Chciałabym ujrzeć Cię
w brzasku jutrzennym.
Jasnego, spokojnego, mojego.

Kładę się więc do łóżka
jak do trumny
i milczę.
Jakby mi wstyd było
że kocham.

środa, 30 czerwca 2010

lato

szczęście że jestem
stracić chciałam
stracić mogłam
to najcenniejsze
jedyne moje życie
po to ono jest
teraz wiem na pewno
wiem że żyję nie dla siebie
moje szczęście
nie ważne
moje szczęście
radość jego oczu
najcenniejszym dla mnie darem
jedyny
jaki posiadam skarb
najcenniejszy
jedyny mój
tylko mój!
szczęście
krzyczę
szczęście!
jakże wielkie
moje tylko jedyne
lato w sercu mam
przyszło do mnie
piękne lato
i ciepłymi dłońmi
głaszcze mnie po sercu
szczęście
jakże wielkie
jakże piękne
jakże moje
miłości szczęście
jestem
szczęście
jestem
szczęściem
jestem

piątek, 11 czerwca 2010

Nie jesteś poetą miły

Nie jesteś poetą miły.
gdybyś był
wyrażać mógłbyś miłość
do mnie pisząc
wierszem,
umiałbyś pokazać
świat jaki w twej głowie.

Ja kocham Cię jak wiersze
czytam poematy
z twojej twarzy,
w dłoniach odnajduję prozę.

Nie jesteś poetą miły,
piszę Ci więc wiersze
żebyś mógł rozumieć.

Opisuję radość
smutnych oczu,
twojego oddania.

Ty poezją jesteś,
pięknem.
Ja tylko pióro mam
i papier.

Ty mnie tworzysz,
Ty dyktujesz każde słowo,
Ja tylko pióro mam i papier
i wielbię Cię jak poezję.

wtorek, 8 czerwca 2010

***

jestem nieszczęśliwa,
coś w środku każe mi cierpieć
samotność wysusza mi usta...

wciąż tęsknię

nic nie mogę z sobą zrobić,
coś w środku mnie paraliżuje
nie mogę się ruszyć...

wciąż tęsknię

na podwórku pachnie latem,
słońce każe mi się cieszyć
jest mi tak zimno...

zrozum dobrze
wciąż tęsknię.

sobota, 5 czerwca 2010

Proste kochanie

Zwyczajnie Cię kocham
zwykłą, szarą miłością
piszę Ci wiersze
śpiewam Ci do ucha
jestem prosta jak drut
i moja miłość jest prosta
najzwyklejsze
wierne
wieczne
proste kochanie

W nocy

Bardzo Cię potrzebuję
w noc usłaną światłem
gwiazd wzdychających

Popatrz.

Niebo szlachetnym granatem
satynowej głębi
spogląda na mnie, szepcze

Tęsknię.

i księżyc srebrnym płaczem woła

Przyjdź.

Samotność

Pulsują mi jeszcze wargi.
Dziś krótki spacer trwał wieki,
serce mi bije wolniej
choć biegnę.
Oddaję ci moje cierpienie
w pocałunkach,
żebyś się nim cieszył.
Mam jeszcze spuchnięte wargi.
Jestem sama.

wtorek, 1 czerwca 2010

Z innego świata

Gdzieś indziej
zostawiłam duszę
w innej świadomości
ciało moje kruche
słabe i zimne
stoi i nie rozumie
czym jest rzeczywistość
malowane skrzydła
wystają mi spod swetra
jestem różna
inaczej czuję się
wśród ludzi
niby tacy sami
a tyle mnie dzieli
tyle mam powodów
do czucia się inną
jestem chyba
w nieodpowiednim czasie
pomyłką miejsca
mam pomalowane pióra
odmienną emulsją
i w oczach
coś z innego świata

Nie mówi się o cierpieniu

nie mówi się o cierpieniu
za bardzo jest osobiste
za bardzo jest moje
nie chciałabym się nim dzielić
nie przystoi go rozdawać
nie mówię o cierpieniu
bo przeniknęło we mnie głęboko
sama już cierpieniem śmiem się nazwać
i nie płaczę
i nie cierpię
cierpienie samo w sobie
cierpieć nie potrafi

piątek, 21 maja 2010

Ne me quitte pas

Ne me quitte pas
Tańczącej w ciepłym deszczu wspomnień
zamyślonych oczu w smutku
nie opuszczaj mnie
nie zawsze świeci nam nieboskłon
nie zawsze sprzyja nam powietrze....
Znajdę słowo
Znajdę tylko dla Ciebie
określenie mojej miłości
nieopisanej
Ne me quitte pas
krzyczę
rozpacz śpiewa
rozpacz tańczy na ustach
Ne me quitte pas...
błagam
dam Ci wszystko
dam co zechcesz
moje serce
nie opuszczaj mnie
jestem rzeźbą z twoich łez
z piasku po którym chodzisz
serce
moje serce
jeszcze
Ne me quitte pas
śpiewam
Ne me quitte pas...
Ne me quitte pas...

poniedziałek, 10 maja 2010

Do przyjaciela

głupcze
ja twym wrogiem
twą pokusą
nieświadomie w serce wbijam ci stos igieł
i znoszę ból twój z bólem moim
przyjacielu
nie chcę zmarnować tego co mi dałeś
boli cię
może lepiej mnie znienawidź
i zapomnij
myślami wracam
do miejsc naszych
z kruchej gliny ulepionych serc
nie obawiaj się mojej obojętności
pamiętam
ścieżki nasze się rozeszły
jednak jesteś
chcę czy nie chcę jesteś
w pamięci zatrzymać cię pragnę
przyjacielu
potrzebuję szczerych chwil
gdy wyśmiewasz mój egoizm
i pocieszyć umiesz
tak prosto
tak łatwo
nie żegnaj się ze mną
chcę zatrzymać cię w mej głowie
chcę żebyś był
moją radą i problemem
głupcze ty masz rację
jam Nemezis
bez winy i wstydu
dziecko gniewu bogów

sobota, 1 maja 2010

***

choroba.
dopada mnie zimno
znieczula mnie
jakby chciało zamrozić
każdą myśl
i tą smutną i tą dobrą.
choroba piszą.
człowiek słabym jest zwierzęciem.
kruchym, uzewnętrznionym.
szarpie mną wichura i cichnie,
wycisza,
znieczula mnie,
jakby chciała powiedzieć
ciebie nie ma,
nie ma świata,
nie ma uczuć,
pustka.
cisza.
nie ma mnie.
mnie nie ma już prawie wcale,
jeszcze tylko czołgam się,
sunę po chodnikach,
powłóczę nogami które wcale nie chcą chodzić.
nie potrafią
dotrzeć tam gdzie umiały kiedyś,
miękkie są.
z waty ulepione
gną się pod ciężarem
pustki i nicości.
i pomyśleć że niebyt
waży więcej niż istnienie...
choroba.
dopada mnie obojętność,
nie cieszy,
nie smuci,
nie boli,
nie straszy.
nie czuję.
źle jest nie czuć.
niedobrze jest nie cierpieć,
jedynie przygniecionym powietrzem być...
a podobno lekkie jest,
jednak przyciska mnie,
przygniata.
choroba.
zapomniałam co jest prawdziwe.
nie widzę rzeczywistości,
a ból jest tylko złudzeniem.
albo jeszcze żyję,
albo już umarłam?

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Twoje kwiaty

Twoje kwiaty
jak kwitną
są mymi myślami
w głowie mej
poszytej strzępami kochania
życia

Twoje kwiaty
jak pachną
są moimi snami
w noce zimne samotne
w dni smutne
ciche

Twoje kwiaty
jak je zrywasz
śmieją się opowiadają
kwieciste baśnie
o miłości mi śpiewają
twojej

Twoje kwiaty
gdy w wazonie
stoją i przypominają
uśmiech twój oczy
w oczach moich
schowane...

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Dłonie

cierpię.
żal chowam w milczeniu
w bezdechu
zatrzymuję zegary
i płaczę
czasem bez łez.
cierpię.
to nic wielkiego
cierpienie
zwykłe, zwyczajne
powszechną rzeczą jest umierać.
okrutny ból
rozgrzaną igłą
aż ziębi
gorące łzy
co spływają mimo woli.
cierpię.
pocieszać nie umiem
niepocieszoną będąc
zakrywam twarz
zniszczoną ręką
zimną
samotną dłonią
cierpię...

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Wyznania

Wstyd mi.
Że nie potrafię wymyślić słowa
całkiem nowego
by mogło opisać dokładnie
jak nie potrafię
żyć bez najmniejszej części Ciebie
Jest mi wstyd przeokropnie.
Że nie umiem wcale
wyśpiewać mojego oddania Tobie
że nie mogę wypowiedzieć miłości mojej
Jest mi wstyd.
Że nie umiem namalować
twoich ust i dłoni
Wstydzę się i nienawidzę za to.
Mogę oddać wszystko
lecz nie mam nic godnego
czerni twoich oczu
Mogę oddać siebie
lecz nie jestem godna
twojego pożądania
Wstydzę się.
Żałuję.
że potrafię tylko
z dnia na dzień
kochać coraz bardziej
i snuć w głowie plany
na kolejne lata i zimy
wiosny i jesienie
mojego istnienia w Tobie.
Wstyd mi...

środa, 7 kwietnia 2010

We śnie Ciebie widzę

We śnie Ciebie widzę
Jasnego, spokojnego
i oczy masz jak niebios,
gwiazd srebrnych odbicie
Życie, moje życie...

We śnie Ciebie widzę
sennego, radosnego
i dłonie masz jak kwiaty,
bzy białe w rozkwicie
Życie, moje życie...

We śnie Ciebie widzę
smutnego, tęskniącego
i usta twe pieśń smutną
w milczeniu mamrocą
Życie, Tyś me życie nocą...

We śnie Ciebie widzę
mojego, jedynego
i lecisz do mnie
jak motyl po nieba błękicie
Życie, Tyś i dniem me życie...

wtorek, 9 marca 2010

Cierpkie wino zamieniam na słone łzy
mnie też boli
nie mniej
twoje epitety
uderzają mnie w twarz
podłą suką śmiesz mnie zwać
z miłości
doceniasz mnie chłostając
milczeniem
ze jest dobrze
kochasz mnie
ja Ciebie
ja Ciebie
ty mnie
okaleczamy się nawzajem
a tacy podobni
a tacy różni
w jedności
równowaga odwieczna została zachowana
ja poniżam się oddając Ci cześć
przecież z grzechu wyrosłam przed laty
z jabłoni kwiatu
grzech mój zjadasz z ręki
dławisz się i krztusisz
opluwasz
ja zasłużyłam
ja winna jestem
grzeszna
ja
nie mam pretensji
przez ból zawsze umiałam widzieć
ja
cierpieć potrafię lepiej
ciało mam z cierni i z brudnej krwi
w ślinie jad śmiertelny
ja
zatruwam bezmyślnie
nazwali mnie
kobietą
a żmiją zwać powinni.

wtorek, 2 marca 2010

Piękne poranki

Cudem najjaśniejszym zaświeciła ziemia.
Potęgą miłości ogrzała cud stworzenia,
ognistym blaskiem co z błękitu zsyła
ciepłych dni wiosennych ponadludzka siła.

Kochaniu dzień dobry wyśpiewują ptaki
i dłonie Twoje niczym biały kwiat w rozkwicie
gdy mówisz mi spojrzenia głębokim jeziorem
- tylko ja dla Ciebie, że kochasz nad życie.

Chłodnym wiatrem wiejesz mi owiewając ciało
i pachniesz konwaliowo, lasem przezielonym.
Tyś łąką co w jej trawie me serce zostało,
słonecznym porankiem po zmierzchu strwożonym.

sobota, 27 lutego 2010

***

Nie kłamię że na zawsze
lecz kochać czasem trudno.
załóżmy na słów wersy
miłości białe sukno
i razem choć z daleka
porozmawiajmy szczerze
ja wierzę.
uwierz,
Ja W Nas Wierzę.

Tęsknienie

Tęsknienie moje do słońca
niczym jest przy tęsknocie duszy
do duszy drugiej.
Boli niewymownie
leżąca samotność co tłoczy się pod kołdrą.
Otula
zimnym,pustym tchnieniem serce,
stłamszonym płaczem dusi
i zostawia marom sennym zamknięte powieki
by skakać mogły po nich i wyobrażenia koszmarne ukazywać.
Tęsknienie moje nie zabija.
Czasem nawet odpuszcza na chwilę katusze swoje
i ukazuje piękną drugą duszę co jest jedyną nadzieją.
Nadzieja postaci ma różne,
to w oczach jest to w uśmiechu.
Nadzieja jest w wspominaniu, rozpamiętywaniu,
w pamięci całej się mieści nostalgią i cieszy,
bawi duszę wspomnieniami i daje wytchnienie.
Chwilowe i ulotne
bo dusza obumiera.
Bez swojej części niewymiennej,
z braku dopełniającego kawałka
duszy drugiej.
Z braku miłości,z kochania braku umiera.
Z tęsknoty tylko cierpi ...
Bez duszy drugiej dusza cierpi.
Bez duszy drugiej co życie ją wyrwało sercu.

wtorek, 9 lutego 2010

Pytania

Dość mam
nie milcząc już
głośno wykrzykuję
wytrzymać nie idzie
dość mam
co raz bardziej i częściej
mówię że mam dość
zimy nie chcę
ludzi nie potrzebuję
jeść nie muszę
a piję bardzo rzadko
po co
pytam po jaką cholerę
jestem
jesteśmy
żyję
żyjemy
po jaką cholerę
do czego
potrzebna
potrzebni
potrzeba
za co
co muszę oddać
by śmiać się
by kochać
by mieć coś
by dzielić się
by być kimś
ile mam zapłacić
księdzu
sędziemu
urzędnikom
Bogu
ile płakać
żeby szczęście mieć
pytam
ile jeszcze śniegu spadnie
żeby była wiosna?

poniedziałek, 25 stycznia 2010

***

Marne jest życie człowieka
Nic nie warte wśród tylu wartości
Przez palce jak woda przecieka
Marnym pyłem wśród prochu marności

Marne jest życie człowieka
Każdego z nas w końcu zakopią w ziemi
Bez bogactw, talentów i chwały
Będziemy równi, zimni i niemi

Marne jest życie człowieka
Choć pisząc to żywą, z nadziei mam kości
Że miłość jest warta życia
Bo żyję jedynie z miłości.

czwartek, 21 stycznia 2010

Do Miłości

Jestem wiatrem w Twoich żyłach
mieszkam tuż pod Twoja skórą
Jestem biciem Twego serca
w spodniach Twoich jestem dziurą
jestem kwiatem co po drodze zrywasz go
i wąchasz wiosną
Jestem szlakiem nieprzebytym
świerkiem, dębem, brzozą, sosną
Jestem chrustem Twym na opał
plastrem na krwawiące rany
śpiewem ptaków, gdy go słyszysz
pomyśl o mnie...
ukochany!

Dolina Zielona

Dolino Zielona
Odnajduję siebie w Tobie co dzień,
wiatrem mnie porywasz
w głąb siebie...
Szumnym listowiem śpiewasz pieśń o ciszy
o mnie śpiewasz czasem tylko nocą...
Dolino Zielona
ja pragnę Cię i tęsknię,
z daleka Cię oglądam
podziwiając skalny majestat Twoich zimnych skroni
i oczu Twych, zatopionych chmur
w strumieniu nostalgicznym.
Dolino Zielona
jestem cała w Tobie,
wznoszę się na szczyty swych słabości głowy
i biegam po szmaragdzie twej dziewiczej nagości.
Perfumo cudna
pachniesz niczym w pełni wiosny Eden.
Ja tęsknię...
Dolino Najzieleńsza
w zieleni oczu, w szmaragdach
Widzę Cię w snach...
Zielona panno
Maro senna
Koszmarze...

piątek, 8 stycznia 2010

kominek

Pada śnieg
za szybą ciepło
ja za szybą leżę zimna
wirują płatki więc beze mnie
białe, czyste są.
wirują samotne.
beze mnie...
Ja drzewem jestem
ściętym...
próchnem, trocinami.
pozbawił mnie wiatr włosów
połamał mi ramiona.
Ja do ognia się nadaję
tylko.
zżerają mnie płomienie natarczywie.
Śpicie.
Rozgrzewam jedynie nagość obcą
swoim bólem.
A wy śpicie...