jesień za jesienią
tańczy z liśćmi wiatr
kolejny raz
mam radość w sercu
znów cię dziś spotkam
tak samo cieszę się
mój miły jak rok temu
zrozumiałam wiele w rok
zrozumiałam w końcu
że nie umiem żyć dla siebie.
zima za zimą
wieje śniegiem wiatr
kolejny raz niezmiennie
mam radość w sercu
znów cię zobaczę miły
i już się oczy śmieją
i już wiem na pewno
że nie umiem żyć dla siebie.
a gdy zawodzę się na tobie
zawód ten
podwójnie straszny jest
podwójnie boli mnie
bo ja już wiem
na pewno to już wiem,
że ja nie umiem żyć dla siebie
miły, ja nie umiem żyć dla siebie.
niedziela, 26 września 2010
środa, 22 września 2010
Myśl życiowego lunatyka
Wszystko co robię jest bez znaczenia
jednak muszę to robić,
bo nikt inny nie zrobi tego tak jak ja,
i nie zrobi nikt inny tego co ja,
bo każdy ruch i czynność
inne są,
indywidualne.
Wszystkie chwile są bez znaczenia,
lecz chcę czas wypełnić tymi pięknymi,
bo nikt inny nie przeżyje tego co ja,
i nie przeżyje nikt inny tak jak ja chwili.
Słowa nic nie znaczą,
jednak mówię i słucham,
bo nikt inny nie powie tego co ja powiem
i nikt nie zrozumie jak ja rozumiem.
Indywidualnie
każdy jest swoim światem.
Ja jestem osobno niż ty, każdy jest osobno.
Każdy jest samotnym wszechświatem niepoznanym.
Chwile moje, te zupełnie różne od innych,
i twoje też rożne od każdych,
i od moich różne,
łączą.
I czyny twoje, te zupełnie inaczej przemyślane,
zupełnie różne od moich i od każdych innych,
łączą.
I słowa podobne i niepodobne, zupełnie różnie wydedukowane,
łączą
te wszechświaty odmienne, niepoznane
w galaktyki wszechświatów,
w galaktyki umysłów,
w nieosiągalne i niedostępne dla poznania
mechanizmy egzystencji.
Pięknem jest chęć poznawania nieosiągalnego,
pomimo posiadania świadomości ograniczenia umysłu
i bezmiaru braku znaczenia czegokolwiek.
Pięknem jest chęć tworząca pozór jedności,
starania same w sobie( pozornie tylko po to by coś osiągnąć,
lecz to bez znaczenia ), staranie dla piękna starania się.
Więc pięknem jest chęć...
jednak muszę to robić,
bo nikt inny nie zrobi tego tak jak ja,
i nie zrobi nikt inny tego co ja,
bo każdy ruch i czynność
inne są,
indywidualne.
Wszystkie chwile są bez znaczenia,
lecz chcę czas wypełnić tymi pięknymi,
bo nikt inny nie przeżyje tego co ja,
i nie przeżyje nikt inny tak jak ja chwili.
Słowa nic nie znaczą,
jednak mówię i słucham,
bo nikt inny nie powie tego co ja powiem
i nikt nie zrozumie jak ja rozumiem.
Indywidualnie
każdy jest swoim światem.
Ja jestem osobno niż ty, każdy jest osobno.
Każdy jest samotnym wszechświatem niepoznanym.
Chwile moje, te zupełnie różne od innych,
i twoje też rożne od każdych,
i od moich różne,
łączą.
I czyny twoje, te zupełnie inaczej przemyślane,
zupełnie różne od moich i od każdych innych,
łączą.
I słowa podobne i niepodobne, zupełnie różnie wydedukowane,
łączą
te wszechświaty odmienne, niepoznane
w galaktyki wszechświatów,
w galaktyki umysłów,
w nieosiągalne i niedostępne dla poznania
mechanizmy egzystencji.
Pięknem jest chęć poznawania nieosiągalnego,
pomimo posiadania świadomości ograniczenia umysłu
i bezmiaru braku znaczenia czegokolwiek.
Pięknem jest chęć tworząca pozór jedności,
starania same w sobie( pozornie tylko po to by coś osiągnąć,
lecz to bez znaczenia ), staranie dla piękna starania się.
Więc pięknem jest chęć...
piątek, 10 września 2010
W parku
Poprzedniej jesieni
zbieraliśmy kasztany
w tym samym parku
w którym kwitły róże
nieopodal ławki
co na niej leżałeś
głowę opierając o moje kolana
milczeliśmy
jednak rozmową syciło milczenie
serce co wyrwać się chciało
z mych piersi
sami wśród wierzbowych gałęzi
zawstydzonych erotyzmem chwili
suche liście i te dopiero
pomalowane złotem, czerwienią
spadały jak gwiazdy
jak złote confetti
sypiące się z nieba
tylko na cześć naszą
wspomnienia
niech żyją, niech w nas rozpalają
zimne dni, słowa, myśli
ciszę w twoim sercu
co wyrwać się chciało
w poprzednią jesień z piersi
w tym parku
w którym kwitły dla na róże
erotyzm chwili wierzbowych gałęzi...
zbieraliśmy kasztany
w tym samym parku
w którym kwitły róże
nieopodal ławki
co na niej leżałeś
głowę opierając o moje kolana
milczeliśmy
jednak rozmową syciło milczenie
serce co wyrwać się chciało
z mych piersi
sami wśród wierzbowych gałęzi
zawstydzonych erotyzmem chwili
suche liście i te dopiero
pomalowane złotem, czerwienią
spadały jak gwiazdy
jak złote confetti
sypiące się z nieba
tylko na cześć naszą
wspomnienia
niech żyją, niech w nas rozpalają
zimne dni, słowa, myśli
ciszę w twoim sercu
co wyrwać się chciało
w poprzednią jesień z piersi
w tym parku
w którym kwitły dla na róże
erotyzm chwili wierzbowych gałęzi...
środa, 8 września 2010
Matka
Byłam kobietą pracującą. Gotowałam, prałam, dźwigałam zakupy, wychowywałam niewdzięczne dzieci. Gdy uderzyłeś mnie pierwszy raz, wybaczyłam ci, bo to przeze mnie - wyprowadziłam cię z równowagi.
Dzień następny od poprzedniego, mijał wolno przy starej kuchence. Wróciłeś z pracy do stołu z pełnym talerzem, potem poszedłeś spać. Nakarmiłam głodne dzieci, zmyłam naczynia, pozamiatałam. Jutro znów pójdę po chleb. Pamiętam tą wigilię. Śniegu było niewiele, choinka miała cienkie gałązki, ale wyglądała przyzwoicie, przystrojona różnobarwnymi, tanimi zabawkami.
Jesienią nazbierałam trochę jeżyn z tych kujących krzaków koło lasu. Miało być z nich wino na święta... Krzątałam się po kuchni i przygotowywałam do wyjścia. Siedziałeś przy mnie i przy balonie jeżynowej brei. Opróżniłeś ją do dna...
Mieliśmy iść do Twojej matki. Poszłam sama, z dziećmi. Przed tym zwyzywałeś mnie z byle powodu. Nie wytrzymuję poniżenia, chciałam się bronić... uderzyłeś mnie. W ręce trzymałam szklankę z kompotem który w akcie samoobrony wylałam ci na twarz. Chciałam uciec, i prawie mi się to udało ale złapałeś mnie i rzuciłeś o podłogę.
Krzyczałam. Rzuciłeś się na mnie... Byłeś zbyt pijany żeby myśleć.
Spektakl ten oglądała nasza młodsza córka. Płakała. Musiała się bać. Krzyczała żebyś mnie zostawił. W końcu jej posłuchałeś. Krzyk dziecka był na tyle przenikliwy że dotarł do świadomości, poobijał się od jej ścian i skłonił mięśnie do rozluźnienia i wypuszczenia mnie z silnych, oprawczych ramion. Uciekłam do twojej matki, a może to ona przyszła do mnie słysząc hałas... Dokładnie nie pamiętam, byłam roztrzęsiona.
Święta mijały cicho. Radosne Boże Narodzenie zamieniłeś w pogrzeb. Umarło coś więcej niż szacunek.Umarło coś więcej...
Wybaczyłyśmy ci. I ja i córka, ale ona pamięta. Jej umysł jest zbyt wrażliwy na takie wspomnienia. Trudno się ich pozbyć, trudno przełknąć je i strawić.
Strach stoi w gardle i od środka zżera szanse na normalne życie. Ona założy rodzinę, znajdzie ojca dla swoich dzieci i będzie się bać. Potrzeba bezpieczeństwa i ciepła z normalnej, urosła do chorobliwej.
Jestem kobietą pracującą, bez zmian. Gotuję, piorę dźwigam zakupy, wychowałam dzieci. Teraz same muszą radzić sobie z codziennością.
Bez zmiennie przychodzisz z pracy, jesz mój obiad, kładziesz się spać.
Ja jestem kobietą pracującą...
Dzień następny od poprzedniego, mijał wolno przy starej kuchence. Wróciłeś z pracy do stołu z pełnym talerzem, potem poszedłeś spać. Nakarmiłam głodne dzieci, zmyłam naczynia, pozamiatałam. Jutro znów pójdę po chleb. Pamiętam tą wigilię. Śniegu było niewiele, choinka miała cienkie gałązki, ale wyglądała przyzwoicie, przystrojona różnobarwnymi, tanimi zabawkami.
Jesienią nazbierałam trochę jeżyn z tych kujących krzaków koło lasu. Miało być z nich wino na święta... Krzątałam się po kuchni i przygotowywałam do wyjścia. Siedziałeś przy mnie i przy balonie jeżynowej brei. Opróżniłeś ją do dna...
Mieliśmy iść do Twojej matki. Poszłam sama, z dziećmi. Przed tym zwyzywałeś mnie z byle powodu. Nie wytrzymuję poniżenia, chciałam się bronić... uderzyłeś mnie. W ręce trzymałam szklankę z kompotem który w akcie samoobrony wylałam ci na twarz. Chciałam uciec, i prawie mi się to udało ale złapałeś mnie i rzuciłeś o podłogę.
Krzyczałam. Rzuciłeś się na mnie... Byłeś zbyt pijany żeby myśleć.
Spektakl ten oglądała nasza młodsza córka. Płakała. Musiała się bać. Krzyczała żebyś mnie zostawił. W końcu jej posłuchałeś. Krzyk dziecka był na tyle przenikliwy że dotarł do świadomości, poobijał się od jej ścian i skłonił mięśnie do rozluźnienia i wypuszczenia mnie z silnych, oprawczych ramion. Uciekłam do twojej matki, a może to ona przyszła do mnie słysząc hałas... Dokładnie nie pamiętam, byłam roztrzęsiona.
Święta mijały cicho. Radosne Boże Narodzenie zamieniłeś w pogrzeb. Umarło coś więcej niż szacunek.Umarło coś więcej...
Wybaczyłyśmy ci. I ja i córka, ale ona pamięta. Jej umysł jest zbyt wrażliwy na takie wspomnienia. Trudno się ich pozbyć, trudno przełknąć je i strawić.
Strach stoi w gardle i od środka zżera szanse na normalne życie. Ona założy rodzinę, znajdzie ojca dla swoich dzieci i będzie się bać. Potrzeba bezpieczeństwa i ciepła z normalnej, urosła do chorobliwej.
Jestem kobietą pracującą, bez zmian. Gotuję, piorę dźwigam zakupy, wychowałam dzieci. Teraz same muszą radzić sobie z codziennością.
Bez zmiennie przychodzisz z pracy, jesz mój obiad, kładziesz się spać.
Ja jestem kobietą pracującą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)