V
Otwierać oczy nad ranem i nie widzieć Ciebie to jak nie budzić się wcale i bez tchu śnić sen koszmarny. Przyszła jesień. Moje serce jak klonowe liście traci kolor i usycha, gnije. Znów jestem wybrakowana. Tęsknota boli, czuję ból miłości, wiem że to dobre cierpienie, czuję że jest mi dane, odnajduję w nim swoistą uciechę.
Musiałeś odejść, musisz być tam - z dala. I tylko błagam cicho łkając: miej mnie w swoim sercu, miły.
piątek, 7 października 2011
czwartek, 28 lipca 2011
Stracone kochanie
Drzewa były bardziej zielone
i góry większe jakby stały
słońce grzało mocniej
i ciepło głębiej docierało
otulając serca radosnym kocem
Jesień była bardziej kolorowa
niż na płótnach malarzy
a w zimę w ogóle nie było zimno
mimo zasp połyskującego śniegu
Dzisiaj
serca biją wolniej
już ich nie unoszą oddechy kochanków
już nie ma pośpiechu po dniu nieobecności
i ani zimny i ani gorący
front obojętności
zasłonił błękit namiętnego nieba
Coraz wolniej
już prawie nie ma
już stygnie
we mgle niknie
jeszcze łzą wypływa
późnym wieczorem
żeby nikt nie widział
jakby ostatnie tchnienie wydać chciało
stracone kochanie
i góry większe jakby stały
słońce grzało mocniej
i ciepło głębiej docierało
otulając serca radosnym kocem
Jesień była bardziej kolorowa
niż na płótnach malarzy
a w zimę w ogóle nie było zimno
mimo zasp połyskującego śniegu
Dzisiaj
serca biją wolniej
już ich nie unoszą oddechy kochanków
już nie ma pośpiechu po dniu nieobecności
i ani zimny i ani gorący
front obojętności
zasłonił błękit namiętnego nieba
Coraz wolniej
już prawie nie ma
już stygnie
we mgle niknie
jeszcze łzą wypływa
późnym wieczorem
żeby nikt nie widział
jakby ostatnie tchnienie wydać chciało
stracone kochanie
niedziela, 22 maja 2011
Pragnę
Dotykać Cię i Twoje ciepło czuć spod koniuszków palców
Milczeć i ciemność razem widzieć
Odczuwać maleńką wibrację Twojego porządania
Marzyć-Żyć
między myślą i istnienia tchnieniem
współgrać jako inni sobie i dla świata
Ciebie pożądając mgłą otaczać życie
Przez strach niepewność odkrywając duszą
Pragnę
Milczeć i ciemność razem widzieć
Odczuwać maleńką wibrację Twojego porządania
Marzyć-Żyć
między myślą i istnienia tchnieniem
współgrać jako inni sobie i dla świata
Ciebie pożądając mgłą otaczać życie
Przez strach niepewność odkrywając duszą
Pragnę
środa, 30 marca 2011
Wiosna 2011
Na jabłoniach
smętne pąki
wyglądają rozespane
szarość wiosny
zimnym wiatrem
ze snu budzi czarne drzewa
kwiaty z ziemi
z trudem wstają
jakby niedomalowane
w smutnym błocie
słońce ryje
niedokładny obraz nieba.
Ptak zmarznięty
cichym gwizdem
śpiewa powitalnie światu
motyl
wzbija się do góry
jakby opaść miał zmęczony
źdźbło najmniejsze
suchej trawy
szlocha cicho:
proszę, ratuj
a ty depczesz
pośród trupów
martwym szczęściem upojony.
Umierają
miodne pszczoły
pod tym betonowym butem
pod stalowym kocem ulic
tłoczą się
na wpół już żywi
nic nie winne
rude lisy
dziurawione własnym śrutem
samych siebie to ofiary
i samych siebie myśliwi.
Smog spowije mgłą
nieuświadomione głowy
we mgle
nagle zniknie
krzyk degrengolady
wiatr rozwieje
czarne, złoniosące chmury
odda cześć wartościom
sokratejskiej triady.
smętne pąki
wyglądają rozespane
szarość wiosny
zimnym wiatrem
ze snu budzi czarne drzewa
kwiaty z ziemi
z trudem wstają
jakby niedomalowane
w smutnym błocie
słońce ryje
niedokładny obraz nieba.
Ptak zmarznięty
cichym gwizdem
śpiewa powitalnie światu
motyl
wzbija się do góry
jakby opaść miał zmęczony
źdźbło najmniejsze
suchej trawy
szlocha cicho:
proszę, ratuj
a ty depczesz
pośród trupów
martwym szczęściem upojony.
Umierają
miodne pszczoły
pod tym betonowym butem
pod stalowym kocem ulic
tłoczą się
na wpół już żywi
nic nie winne
rude lisy
dziurawione własnym śrutem
samych siebie to ofiary
i samych siebie myśliwi.
Smog spowije mgłą
nieuświadomione głowy
we mgle
nagle zniknie
krzyk degrengolady
wiatr rozwieje
czarne, złoniosące chmury
odda cześć wartościom
sokratejskiej triady.
czwartek, 24 marca 2011
Listy
IV
Nie jest dobrze. Nie bywało w naszym życiu takiej obojętności.
Coś, nie jestem pewna do końca co, zmieniło się. A może zmienia się nieustannie.
Mimo wszystko, choć wydaje się to naiwne, moje serce oddaję ciągle Tobie, lecz nie wiele serca mam jeszcze do rozdawania. Pisałam wiele razy że moje umieranie zaczęło się dawno temu i trwa nieustannie. Przejawia się w prostactwie mojego zachowania, w najłatwiejszych wyborach i niechęci do świata, do życia. Moje umieranie nie jest dosłowne i nagłe, można je przeoczyć. Dramatem moim jest możliwość wyboru między życiem a śmiercią, która wydaje się być tak blisko i im bliżej jest, tym bardziej nie chcę umierać. To nie jest śmierć fizyczna, bo ta jest łatwa. To zanik mojego człowieczeństwa, mojej duszy, moich uczuć i wrażliwości. Zanikam. Wypalam się. Potrzebuję coraz silniejszych bodźców pobudzających moje poczucie siebie, poczucie bycia istotą niezależną i obdarzoną kręgosłupem moralnym, duszą.
Źle znoszę samotność i o tym też Ci pisałam, jestem samotna wśród tłumu, wśród mętnej masy zaburzonych wartości, wśród ludzi nieuświadomionych, upojonych pozornym poczuciem tak naprawdę fałszywego szczęścia. I ja zazdroszczę im ich nieświadomości, ich zdolności do przetrwania, łatwości egzystencji.
Przeklęte myślenie nie pozwala mi wierzyć, uwierzyć w cokolwiek.
Nie chce nikogo ranić, nie chcę zranić i Ciebie, jestem wykończona...
Nie jest dobrze. Nie bywało w naszym życiu takiej obojętności.
Coś, nie jestem pewna do końca co, zmieniło się. A może zmienia się nieustannie.
Mimo wszystko, choć wydaje się to naiwne, moje serce oddaję ciągle Tobie, lecz nie wiele serca mam jeszcze do rozdawania. Pisałam wiele razy że moje umieranie zaczęło się dawno temu i trwa nieustannie. Przejawia się w prostactwie mojego zachowania, w najłatwiejszych wyborach i niechęci do świata, do życia. Moje umieranie nie jest dosłowne i nagłe, można je przeoczyć. Dramatem moim jest możliwość wyboru między życiem a śmiercią, która wydaje się być tak blisko i im bliżej jest, tym bardziej nie chcę umierać. To nie jest śmierć fizyczna, bo ta jest łatwa. To zanik mojego człowieczeństwa, mojej duszy, moich uczuć i wrażliwości. Zanikam. Wypalam się. Potrzebuję coraz silniejszych bodźców pobudzających moje poczucie siebie, poczucie bycia istotą niezależną i obdarzoną kręgosłupem moralnym, duszą.
Źle znoszę samotność i o tym też Ci pisałam, jestem samotna wśród tłumu, wśród mętnej masy zaburzonych wartości, wśród ludzi nieuświadomionych, upojonych pozornym poczuciem tak naprawdę fałszywego szczęścia. I ja zazdroszczę im ich nieświadomości, ich zdolności do przetrwania, łatwości egzystencji.
Przeklęte myślenie nie pozwala mi wierzyć, uwierzyć w cokolwiek.
Nie chce nikogo ranić, nie chcę zranić i Ciebie, jestem wykończona...
poniedziałek, 14 marca 2011
Niecierpienie
jestem
jakby mnie nie było
jakby życie było snem
żyję jakbym nie żyła
nie myślę o niczym
jakbym nie umiała
myśleć
i to nawet nie jest smutek
to nie jest nic poza zmęczeniem
co się stało?
coś się stało
co się stało?
coś
się stało...
jakby mnie nie było
jakby życie było snem
żyję jakbym nie żyła
nie myślę o niczym
jakbym nie umiała
myśleć
i to nawet nie jest smutek
to nie jest nic poza zmęczeniem
co się stało?
coś się stało
co się stało?
coś
się stało...
wtorek, 8 marca 2011
Listy
III
W nocy spałam. Spałam snem głębokim i niespokojnym. Widziałam we śnie Ciebie, jak stoisz na przeciw i odchodzisz równocześnie. Strach i ból opętał moje obezwładnione ciało, nie mogłam się obudzić. Wstałam wciąż śniąc. Wciąż czuję ból i boję się. Wciąż jestem samotna choć wiem że jesteś ze mną. Wciąż śnię.
Zaczynam bać się nocy.
Zaczynam bać się snu, ale nadal boję się mych myśli kiedy nie śpię...
Miły, skończyłam czytać książkę którą mi dałeś. Teraz już nie mogę uciec od hałasu mojej głowy...
Tęsknota do Ciebie rośnie wraz z moim cierpieniem.
Cierpię.
Jestem chora na życie, i choroba ta jest nieuleczalna.
Boję się o siebie i boję się siebie samej...
To ziarno zła kiełkuje we mnie chorobą...
Powiedz mi Miły, czy istnieje dobro? Proszę, powiedz mi Miły, że istnieje Bóg.
Boję się...
W nocy spałam. Spałam snem głębokim i niespokojnym. Widziałam we śnie Ciebie, jak stoisz na przeciw i odchodzisz równocześnie. Strach i ból opętał moje obezwładnione ciało, nie mogłam się obudzić. Wstałam wciąż śniąc. Wciąż czuję ból i boję się. Wciąż jestem samotna choć wiem że jesteś ze mną. Wciąż śnię.
Zaczynam bać się nocy.
Zaczynam bać się snu, ale nadal boję się mych myśli kiedy nie śpię...
Miły, skończyłam czytać książkę którą mi dałeś. Teraz już nie mogę uciec od hałasu mojej głowy...
Tęsknota do Ciebie rośnie wraz z moim cierpieniem.
Cierpię.
Jestem chora na życie, i choroba ta jest nieuleczalna.
Boję się o siebie i boję się siebie samej...
To ziarno zła kiełkuje we mnie chorobą...
Powiedz mi Miły, czy istnieje dobro? Proszę, powiedz mi Miły, że istnieje Bóg.
Boję się...
Listy
II
02.03.2011
Czekam. Beznadziejnie czekam i bez skutku. Czekam na znak od Ciebie,
że jesteś ze mną, mimo że Cię nie ma. Powoli i bardzo opornie przyzwyczajam się do samotności. Wciąż nie mogę znaleźć sobie miejsca, wciąż czuję się jakbym była niepełna. Jednak jest lepiej. Staram się myśleć że Ty myślisz o mnie i ufam Ci trochę bardziej niż dotychczas. Miły, wyobrażam sobie nas za kilka lat, wyobrażam sobie nas za lat kilkanaście... Wciąż jednak czekam. Czekam gdy jesteś przy mnie, byś był przy mnie bardziej i mocniej i dłużej. Czekam wciąż na Ciebie Miły byś pełnią siebie był ze mną, wierzył mi i we mnie. Czekanie moje ma wymiar głębokiej nostalgii, jest częścią mnie, i raną na mojej duszy. Nie jestem pewna czy zadra ta zagoić się jest zdolna ale czekam na Ciebie. Miły, Ty jesteś lekarstwo na rany mojej duszy...
02.03.2011
Czekam. Beznadziejnie czekam i bez skutku. Czekam na znak od Ciebie,
że jesteś ze mną, mimo że Cię nie ma. Powoli i bardzo opornie przyzwyczajam się do samotności. Wciąż nie mogę znaleźć sobie miejsca, wciąż czuję się jakbym była niepełna. Jednak jest lepiej. Staram się myśleć że Ty myślisz o mnie i ufam Ci trochę bardziej niż dotychczas. Miły, wyobrażam sobie nas za kilka lat, wyobrażam sobie nas za lat kilkanaście... Wciąż jednak czekam. Czekam gdy jesteś przy mnie, byś był przy mnie bardziej i mocniej i dłużej. Czekam wciąż na Ciebie Miły byś pełnią siebie był ze mną, wierzył mi i we mnie. Czekanie moje ma wymiar głębokiej nostalgii, jest częścią mnie, i raną na mojej duszy. Nie jestem pewna czy zadra ta zagoić się jest zdolna ale czekam na Ciebie. Miły, Ty jesteś lekarstwo na rany mojej duszy...
wtorek, 22 lutego 2011
Listy
I
Miły,
Niedawno się pożegnaliśmy i pożegnanie to było niezmiernie smutne.
Dla mnie rzecz jasna smutne, ja nigdy nie chciałam żegnać się i tęsknić.
Jest cicho. Dotąd brakowało mi ciszy wśród domowego zgiełku i natłoku myśli,
teraz cisza stała się jakby wybrakowana, za cicha jakby...
Za dosłowna i zbyt oczywista. Ona przenika mnie i moje serce.
Ja boję się jej, Miły, boję się tej ciszy...
W tej przytłaczającej pustce, w moim cichym cierpieniu
myśli o Tobie nękają mnie nieustannie. Nie wiem gdzie jesteś, co robisz,
nie wiem o czym i o kim myślisz, kiedy idziesz spać i o czym śnisz.
Nie widzę Cię. A gdybym widziała, wiedziałabym to wszystko.
Dużo teraz czytam. To potrzebne mi do niemyślenia o rozłące,
która namiętnie wdziera mi się w każdy zakamarek duszy, staje się namacalna
i jak cierń rani mnie. Cicho łkam i patrzę w okno, jak gdybym miała zobaczyć Cię w nim, jakbym czekała, jakbyś miał zjawić się jak zwykłeś wieczorem...
Kochany, ja chyba nie potrafię znieść samotności, chyba nie potrafię cieszyć się
Twoim szczęściem gdy czuję się samotna i gdy tak okropnie tęsknię, bojąc się że nie będziesz umiał wyrwać się z Twojego nowego, lepszego świata.
Boję się że nie będziesz mógł dotrzymać danego mi słowa...
Istoto którą kocham, Miły, nie wyrzekaj się miłości...
Miły,
Niedawno się pożegnaliśmy i pożegnanie to było niezmiernie smutne.
Dla mnie rzecz jasna smutne, ja nigdy nie chciałam żegnać się i tęsknić.
Jest cicho. Dotąd brakowało mi ciszy wśród domowego zgiełku i natłoku myśli,
teraz cisza stała się jakby wybrakowana, za cicha jakby...
Za dosłowna i zbyt oczywista. Ona przenika mnie i moje serce.
Ja boję się jej, Miły, boję się tej ciszy...
W tej przytłaczającej pustce, w moim cichym cierpieniu
myśli o Tobie nękają mnie nieustannie. Nie wiem gdzie jesteś, co robisz,
nie wiem o czym i o kim myślisz, kiedy idziesz spać i o czym śnisz.
Nie widzę Cię. A gdybym widziała, wiedziałabym to wszystko.
Dużo teraz czytam. To potrzebne mi do niemyślenia o rozłące,
która namiętnie wdziera mi się w każdy zakamarek duszy, staje się namacalna
i jak cierń rani mnie. Cicho łkam i patrzę w okno, jak gdybym miała zobaczyć Cię w nim, jakbym czekała, jakbyś miał zjawić się jak zwykłeś wieczorem...
Kochany, ja chyba nie potrafię znieść samotności, chyba nie potrafię cieszyć się
Twoim szczęściem gdy czuję się samotna i gdy tak okropnie tęsknię, bojąc się że nie będziesz umiał wyrwać się z Twojego nowego, lepszego świata.
Boję się że nie będziesz mógł dotrzymać danego mi słowa...
Istoto którą kocham, Miły, nie wyrzekaj się miłości...
poniedziałek, 14 lutego 2011
...
nie, ja nie chcę mieć sumienia
boga nie chce mieć
i śmierci
nie mogę oddychać
co w głowie mam to sieczka
mętna masa
ja nie chce mieć sumienia
ja nie chce mieć sumienia
moc zła moc
we mnie jest moc
zła moc
ja nie chce mieć przyjaciół
ja nie chce mieć wyborów
dramat wybierania pomiędzy tym co chce a tym co mam
dramat wybierania
dramat umierania w sobie
duszy obumarcia
głowy oderwania
od ciała
nie panuję nad myślami
nie chce mieć sumienia!
leki
leki
leki
otumaniające leki
życie
życie jest gdzieś
nie tu
ja nie mogę żyć
nie mogę normalnie funkcjonować
nie mogę wyrażać się ja
nie mogę ja nie umiem już żyć
nie ma życia bez duszy
człowieku
ty marny gatunku
przeklęty gatunku
po co jest ci dusza
nieświadomie jest żyć łatwiej
po co nam sumienie
po co mi jest to plugawe rozpatrywanie
nie ja nie chce mieć sumienia
ja nie chce już mieć duszy
ja nie chce już mieć życia
ja nie chce już świadomości mieć
nie chce wzruszać się
i śmiać
i płakać
i kochać
nie ja nie chce mieć sumienia
nie chcę mieć sumienia
nie chcę mieć nadziei
nie mogę znieść ciężaru życia
nie mogę znieść ciężaru myśli
nie mogę znieść ciężaru ciała
nie ja nie chce mieć sumienia
chcę kamieniem być
i nie żyć
boga nie chce mieć
i śmierci
nie mogę oddychać
co w głowie mam to sieczka
mętna masa
ja nie chce mieć sumienia
ja nie chce mieć sumienia
moc zła moc
we mnie jest moc
zła moc
ja nie chce mieć przyjaciół
ja nie chce mieć wyborów
dramat wybierania pomiędzy tym co chce a tym co mam
dramat wybierania
dramat umierania w sobie
duszy obumarcia
głowy oderwania
od ciała
nie panuję nad myślami
nie chce mieć sumienia!
leki
leki
leki
otumaniające leki
życie
życie jest gdzieś
nie tu
ja nie mogę żyć
nie mogę normalnie funkcjonować
nie mogę wyrażać się ja
nie mogę ja nie umiem już żyć
nie ma życia bez duszy
człowieku
ty marny gatunku
przeklęty gatunku
po co jest ci dusza
nieświadomie jest żyć łatwiej
po co nam sumienie
po co mi jest to plugawe rozpatrywanie
nie ja nie chce mieć sumienia
ja nie chce już mieć duszy
ja nie chce już mieć życia
ja nie chce już świadomości mieć
nie chce wzruszać się
i śmiać
i płakać
i kochać
nie ja nie chce mieć sumienia
nie chcę mieć sumienia
nie chcę mieć nadziei
nie mogę znieść ciężaru życia
nie mogę znieść ciężaru myśli
nie mogę znieść ciężaru ciała
nie ja nie chce mieć sumienia
chcę kamieniem być
i nie żyć
wtorek, 8 lutego 2011
Bez słów
Szukam spokoju
bez słów, bez ust, bez nut!
ciepłego koca w chłód
bez słów, bez słów, bez słów!
oczu co topią lód
bez ust, bez słów, bez nut!
zapartych w piersiach tchów
bez słów, bez słów, bez słów!
bez słów, bez ust, bez nut!
ciepłego koca w chłód
bez słów, bez słów, bez słów!
oczu co topią lód
bez ust, bez słów, bez nut!
zapartych w piersiach tchów
bez słów, bez słów, bez słów!
poniedziałek, 7 lutego 2011
Piosenka
Chciałabym poetą być
żeby pisać Ci
wersy mych słów
Chciałabym otwierać drzwi
i widzieć Ciebie w nich
z brakiem tchu
Ja chciałabym zasypiać
w dłoniach twych
być wiatrem włosów
i policzka łzą
Tak chciałabym
być nutą w ustach Twych
spojrzeniem oczu i
myślą Twą...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
że byłeś ze mną dziś...
Chciałabym już nigdy nie bać się
i byś z daleka był
przy duszy mej
Chciałabym
być gwiazdą w niebie twym
słońcem co grzeje cię
w letnie dni
Tak chciałabym
być kroplą deszczu gdy
spływa po ciele twym
w listopadowe dni
Ja chciałabym
okryciem twoim być
kiedy w styczniową noc
zimno ci...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
że byłeś ze mną dziś...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
co przyrzekałeś mi...
żeby pisać Ci
wersy mych słów
Chciałabym otwierać drzwi
i widzieć Ciebie w nich
z brakiem tchu
Ja chciałabym zasypiać
w dłoniach twych
być wiatrem włosów
i policzka łzą
Tak chciałabym
być nutą w ustach Twych
spojrzeniem oczu i
myślą Twą...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
że byłeś ze mną dziś...
Chciałabym już nigdy nie bać się
i byś z daleka był
przy duszy mej
Chciałabym
być gwiazdą w niebie twym
słońcem co grzeje cię
w letnie dni
Tak chciałabym
być kroplą deszczu gdy
spływa po ciele twym
w listopadowe dni
Ja chciałabym
okryciem twoim być
kiedy w styczniową noc
zimno ci...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
że byłeś ze mną dziś...
A rano znajdę tylko
ślady ust na ustach mych
zapachem przypomnisz
co przyrzekałeś mi...
Subskrybuj:
Posty (Atom)