czwartek, 24 marca 2011

Listy

IV

Nie jest dobrze. Nie bywało w naszym życiu takiej obojętności.
Coś, nie jestem pewna do końca co, zmieniło się. A może zmienia się nieustannie.
Mimo wszystko, choć wydaje się to naiwne, moje serce oddaję ciągle Tobie, lecz nie wiele serca mam jeszcze do rozdawania. Pisałam wiele razy że moje umieranie zaczęło się dawno temu i trwa nieustannie. Przejawia się w prostactwie mojego zachowania, w najłatwiejszych wyborach i niechęci do świata, do życia. Moje umieranie nie jest dosłowne i nagłe, można je przeoczyć. Dramatem moim jest możliwość wyboru między życiem a śmiercią, która wydaje się być tak blisko i im bliżej jest, tym bardziej nie chcę umierać. To nie jest śmierć fizyczna, bo ta jest łatwa. To zanik mojego człowieczeństwa, mojej duszy, moich uczuć i wrażliwości. Zanikam. Wypalam się. Potrzebuję coraz silniejszych bodźców pobudzających moje poczucie siebie, poczucie bycia istotą niezależną i obdarzoną kręgosłupem moralnym, duszą.
Źle znoszę samotność i o tym też Ci pisałam, jestem samotna wśród tłumu, wśród mętnej masy zaburzonych wartości, wśród ludzi nieuświadomionych, upojonych pozornym poczuciem tak naprawdę fałszywego szczęścia. I ja zazdroszczę im ich nieświadomości, ich zdolności do przetrwania, łatwości egzystencji.
Przeklęte myślenie nie pozwala mi wierzyć, uwierzyć w cokolwiek.
Nie chce nikogo ranić, nie chcę zranić i Ciebie, jestem wykończona...

Brak komentarzy: