Ja latać chcę po twoim niebie, ja biegać chcę po twoich polanach.
Ja jestem chmurą twą deszczową
ja jestem rajem twym, edenem
i piekłem jestem też, hadesem
ja każdą burzą
tęczą twoją
ja zimą
i wiosną ja
ja szczęściem i trwogą ja
zboża łanem, ziarnem złotym
piaskiem, urodzajną glebą
ja zefirem ciepłym,sztormem
ogniem jestem ja i wodą
prozą ja, opowiadaniem
prześcieradłem, lampką nocną
słońcem ja, żarówką, świecą
wierszem ja
muzyką słodką
aksamitem i jedwabiem
jestem atłasową kołdrą
nocą jestem, dniem też jestem
drzwiami, oknem i podłogą
jestem wreszcie samym tobą
ręką, głową, nosem, nogą
butem twym u prawej nogi
materiałem na ubranie
jestem płaczem też i łkaniem
biedą jestem i bogactwem
sama w sobie
ja robactwem
marnym karaczanem jestem
muchą końską, osy żądłem
jestem jadem
wężem, żmiją
i wyspą jestem bezludną
nieodkrytym kontynentem
i prostą drogą jestem też
zakrętem, zamętem, okrętem
jestem statkiem dryfującym
tobie arką jestem, sterem
jestem z tobą, jestem zerem
liczbą na minusie jestem
dodawaniem i dzieleniem
jestem z tobą
jestem chlebem w twoich ustach
jestem, karmię cię do syta
jestem
znaczy współtrwam, współżyję, współgram, współczuję
jestem
znaczy że istnieję
znaczy że mam pojmowanie
znaczy że wolność mam, że wybór mam
że żyję znaczy jestem.
Daj Bóg jestem!
Daj Bóg żyję!
Daj Bóg!
Daj Bóg...
Boga daj.
piątek, 25 grudnia 2009
środa, 9 grudnia 2009
Nie wiersz a listu końcówka
Tłamszę w sobie zawodzenie rozpaczliwe
Zmusza mnie do tego ignorancja ludzka
kłamię że jest dobrze
nie jest ani trochę
ale nic nie mówię
i tak nie zrozumiecie
Nie zrozumiecie nędzne szumowiny
że już zabiliście mnie
choć jeszcze ciałem jestem żywa
Tylko została wysuszona glina
co rozpadnie się w proch niebawem
rozdeptana czystymi podeszwami
waszych drogich butów
Nie próbujcie ronić łez żałobnych
bo nieszczerości mój duch nie zniesie.
Nie pożegnam się z nikim
bo nie widzę nikogo komu byłoby żal szczerze
Egoiści!
Dam wam wytchnienie
Odpoczniecie wreszcie
Egoiści...
Zmusza mnie do tego ignorancja ludzka
kłamię że jest dobrze
nie jest ani trochę
ale nic nie mówię
i tak nie zrozumiecie
Nie zrozumiecie nędzne szumowiny
że już zabiliście mnie
choć jeszcze ciałem jestem żywa
Tylko została wysuszona glina
co rozpadnie się w proch niebawem
rozdeptana czystymi podeszwami
waszych drogich butów
Nie próbujcie ronić łez żałobnych
bo nieszczerości mój duch nie zniesie.
Nie pożegnam się z nikim
bo nie widzę nikogo komu byłoby żal szczerze
Egoiści!
Dam wam wytchnienie
Odpoczniecie wreszcie
Egoiści...
wtorek, 8 grudnia 2009
rozgrzeszenie
Kolejny raz piszę litanię
do serca najdroższego memu
i błagam daj mi wytchnienia łyżkę
głosom niemym daj spragnioną ciszę.
Kolejny raz piszę litanię
pokutuję wciąż za grzech pierwotny
bo skusiłam jabłkiem, językiem wężowym
i słodkim smakiem ciała do grzechu wciąż namawiam
Kolejny raz się wyspowiadać będę
szepcąc Ci do ucha bezwstydne pragnienia
muskając je lekko wilgotną wargą...
wybaczysz mi wszystko dając rozgrzeszenie.
Klęczę na kolanach i składam zimne dłonie
i nie do modlitwy a do pieszczot słodkich
jesteś taki słaby prawnuku Adama...
Spowiadać się będziesz z grzechów ciężkich wielce.
Przecież wygnano Cię z Raju bo uległeś Ewie
Sacrum byłeś profanum się stałeś.
Ja grzechu matka jestem twą pokutą
w imię ojca syna świętego ducha amen.
do serca najdroższego memu
i błagam daj mi wytchnienia łyżkę
głosom niemym daj spragnioną ciszę.
Kolejny raz piszę litanię
pokutuję wciąż za grzech pierwotny
bo skusiłam jabłkiem, językiem wężowym
i słodkim smakiem ciała do grzechu wciąż namawiam
Kolejny raz się wyspowiadać będę
szepcąc Ci do ucha bezwstydne pragnienia
muskając je lekko wilgotną wargą...
wybaczysz mi wszystko dając rozgrzeszenie.
Klęczę na kolanach i składam zimne dłonie
i nie do modlitwy a do pieszczot słodkich
jesteś taki słaby prawnuku Adama...
Spowiadać się będziesz z grzechów ciężkich wielce.
Przecież wygnano Cię z Raju bo uległeś Ewie
Sacrum byłeś profanum się stałeś.
Ja grzechu matka jestem twą pokutą
w imię ojca syna świętego ducha amen.
Źle mi
I
Źle mi
że ranię Cię słowami memi
że głupotą swoją
i myślami krzywdzę...
Źle mi.
że ustami Ci powiedzieć
nie potrafię swemi
kocham, potrzebuję...
bardzo
Teraz źle mi...
że rysować
nie potrafię słowami miłości
że rozpalić złość potrafię...
II
O wielka mądrości!
głupocie mej wybacz
wszak niezamierzona
niezmiernie Cię wielbię
i ze wstydu konam
że ująć w dwóch słowach
nie umiem kochania
że nie widać we mnie
Ciebie pożądania...
cierpię gdy Ty cierpisz
raduję się radością
i to właśnie nazywam
do Ciebie miłością,
że razem to znaczy
wyrzec się przeszłości
i w przyszłość iść za ręce
śladami wieczności.
Źle mi
że ranię Cię słowami memi
że głupotą swoją
i myślami krzywdzę...
Źle mi.
że ustami Ci powiedzieć
nie potrafię swemi
kocham, potrzebuję...
bardzo
Teraz źle mi...
że rysować
nie potrafię słowami miłości
że rozpalić złość potrafię...
II
O wielka mądrości!
głupocie mej wybacz
wszak niezamierzona
niezmiernie Cię wielbię
i ze wstydu konam
że ująć w dwóch słowach
nie umiem kochania
że nie widać we mnie
Ciebie pożądania...
cierpię gdy Ty cierpisz
raduję się radością
i to właśnie nazywam
do Ciebie miłością,
że razem to znaczy
wyrzec się przeszłości
i w przyszłość iść za ręce
śladami wieczności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)