I
Miły,
Niedawno się pożegnaliśmy i pożegnanie to było niezmiernie smutne.
Dla mnie rzecz jasna smutne, ja nigdy nie chciałam żegnać się i tęsknić.
Jest cicho. Dotąd brakowało mi ciszy wśród domowego zgiełku i natłoku myśli,
teraz cisza stała się jakby wybrakowana, za cicha jakby...
Za dosłowna i zbyt oczywista. Ona przenika mnie i moje serce.
Ja boję się jej, Miły, boję się tej ciszy...
W tej przytłaczającej pustce, w moim cichym cierpieniu
myśli o Tobie nękają mnie nieustannie. Nie wiem gdzie jesteś, co robisz,
nie wiem o czym i o kim myślisz, kiedy idziesz spać i o czym śnisz.
Nie widzę Cię. A gdybym widziała, wiedziałabym to wszystko.
Dużo teraz czytam. To potrzebne mi do niemyślenia o rozłące,
która namiętnie wdziera mi się w każdy zakamarek duszy, staje się namacalna
i jak cierń rani mnie. Cicho łkam i patrzę w okno, jak gdybym miała zobaczyć Cię w nim, jakbym czekała, jakbyś miał zjawić się jak zwykłeś wieczorem...
Kochany, ja chyba nie potrafię znieść samotności, chyba nie potrafię cieszyć się
Twoim szczęściem gdy czuję się samotna i gdy tak okropnie tęsknię, bojąc się że nie będziesz umiał wyrwać się z Twojego nowego, lepszego świata.
Boję się że nie będziesz mógł dotrzymać danego mi słowa...
Istoto którą kocham, Miły, nie wyrzekaj się miłości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz