wtorek, 9 września 2008

subiektywnie

Hipokryzja
zmieszana z brutalnymi ramionami pustki.

tak daleko do świtu.

patrzę w swoje odbicie.
lustro się ze mnie śmieje
ośmiesza mnie

uderza w twarz
mocno

bezlitosna pustka
rani od środka
niszczy

najmniejsze komórki...

potem przestaje
na chwile

wtedy
okaleczam się sama
naiwną nadzieją.

***

Spójrz, moje serce bije.
dotknij.

moją skromną hipokryzją

zacieram ślady ,blizny
plamy.

wcieram je w ciebie

obdarowując cię spojrzeniem
zalotnym...

z pozoru.

drżysz.

ze strachu?
może po prostu z zimna...

zapewne.

nie ma strachu.
w tobie nie ma strachu.

niewiele.

jest w tobie tylko niewiele.

jedna myśl:

chwila.

***

Drżysz.

zamknij oczy.

powiem krótko
jednym słowem

odejdź.

możesz już je otworzyć
możesz już iść...

ale ty stoisz.

nie zabolało.

zaciśnij jeszcze raz powieki
i zrozum

odejdź.

bo wolałabym
żebyś poczuł ból.

***

nie chce cię już widzieć.
zniknij.

powoli zapominam.

kim jesteśmy
a może kim byliśmy

znikamy razem

w mgłach różnych.
w beznadziei.

miasto wiosennieje.

zielenią oczu zakochanych.
rozkwita ich pocałunkami.

a my usychamy jesienią.

***
Wiesz...

nigdy cię nie kochałam.

serce z kamienia.
z lodu.

nazywaj jak chcesz…

Brak komentarzy: