We śnie ciebie widzę
już ktoryś rok
przychodzisz do mnie nie pukając
gościsz się marą jakby nigdy nic
wiem że ty
to zjawa przeszłych lat
może zemsta nieodpokutowanych win
konkluzja nocnych dram
Jest zawsze taka sama
Kochałam ciebie bardziej niż dzisiaj jest możliwe kochać
ulała się ta miłosć w ból
urodziła traumę senną
twoje ciało terapią
stanie przede mną
a ja pomyślę
to był tylko sen
nie istniejesz to nie ciebie przecież kocham
kocham wymysł moich nocy
mgłę moich wymysłów w dzień
ducha niespokojnych lat
intensywność momentu
estetykę koszul w kratę
cichy śpiew górskich traw
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz